sobota, 14 lipca 2012

Matura najlepszy w Soczi.

Czech Jan Matura odniósł zwycięstwo na olimpijskiej skoczni w Soczi. To były pierwsze międzynarodowe zawody rozgrywane na tym obiekcie.

Po 1 serii prowadził główny faworyt konkursu Anders Jacobsen. Norweg skoczył 138,5 i z minimalną przewagą prowadził nad doświadczonym Czechem. Bardzo blisko podium był Dawid Kubacki i wydawało że się że zaatakuje w II serii. Niestety w II serii Dawid trafił na dużo mniej korzystne warunki niż przeciwnicy i mimo małej ilości odjętych punktów spadł na 8 miejsce. Ostatecznie na 3 miejsce awansował atakujący z 5 miejsca Naglic a Jacobsen i Matura zamienili się miejscami. Pozostali Polacy wypadli przeciętnie. Do II serii awansowali G.Miętus, Ziobro i Kłusek. Nasi juniorzy zajęli miejsca w końcówce II dziesiątki odpowiednio 18 i 20 natomiast Janek zawalił II skok i spadł na 29 miejsce. Zapotoczny, Murańka, Biegun i Zniszczoł nie awansowali do finałowej rundy. Ten ostatni został też zdyskwalifikowany za nieprzepisowy kombinezon. Dziś dyskwalifikacji było dużo mniej. Ukaranych zostało tylko 4 skoczków w tym 2 Bułgarów którzy problemy ze sprzętem mieli nawet we wcześniejszych sezonach bardzo często. Ciekawostką jest to duży obiekt w Soczi ma bardzo dużo platform startowych w dół. Dziś w 1 serii skakano aż z belki 35 mimo to prędkości na progu nie były jakieś bardzo duże, a wiatr wiał bardzo mocno pod narty. Gdyby jakiś trener postanowił skorzystać z przywileju zmiany belki i obniżyć swojemu podopiecznemu to platformy nr 1 to by dostał na starcie ponad 132 pkt! Czyli gdyby trener Szwajcarów zdecydował się na taki manewr z Pascalem Kaelinem to przy warunkach takich jakie miał i nawet przy notach po 13,5 do miejsca w pierwszej dziesiątce potrzebne by mu było jakieś 57 metrów, do miejsce w "30" 50 metrów, a do prowadzenia 65 metrów...
Liderem klasyfikacji letniego PK jest Jacobsen a dziś nieco się do niego zbliżył Matura. Najlepszy z Polaków jest Kubacki, na czwartym miejscu,  ze stratą tylko 11 pkt do trzeciego Muellera ale tuż za nim się czai Tomaz Naglic. Następny konkurs jutro.

sobota, 7 lipca 2012

Skakano w Kranju. Wygrywa Jacobsen.

Norweg Anders Jacobsen wygrał konkurs Pucharu Kontynentalnego w słoweńskim Kranju. Wyprzedził on dwóch zawodników gospodarzy. Jurija Tepesa i Petera Prevca. 

Konkurs w Kranju, a zwłaszcza jego pierwsza seria, był rozgrywana przy bardzo mocnym wietrze pod narty wiejącym od 2 do 4 metrów na sekundę. Przy takich warunkach oczywiście świetnie poradzili Słoweńcy Tepes i Naglic którzy po pierwszej kolejce zajmowali dwa pierwsze miejsca. Świetnie wypadli nasi młodzi skoczkowie Kłusek i Biegun którzy zajmowali miejsca w czołowej dziesiątce. Do drugiej serii weszli też Bachleda, Kubacki i Zniszczoł, ten drugi sprawił mały zawód ponieważ po poprzednich konkursach i treningach zdawał się być jednym z faworytów konkursu. W II serii gigantyczny skok w klasyfikacji zrobił Peter Prevc awansując z końcówki II dziesiątki na 3 miejsce uzyskując najlepszy wynik II kolejki lądując na 112,5 metrze. Zawiedli Bachleda i Kubacki, oddając jeszcze krótsze skoki niż w pierwszej próbie i spadając o kilka miejsc w klasyfikacji. Nie zawiedli za to Biegun i Kłusek. Ten pierwszy oddał przyzwoity drugi skok i zajął 12 miejsce a ten drugi widać odzyskał dobrą formę, oddał dwa równe skoki i zajął ostatecznie 5 lokatę. A wygrał Jacobsen a prowadzący po 1 serii Tepes spadł na 2 pozycje. Podczas konkursu pobito kolejny rekord w ilości dyskwalifikacji. Tym razem było ich aż 17 w tym 15 z powodu kombinezonów. Jednak byli to głównie skoczkowie ze słabszych ekip, czyli mocniejsze drużyny już sobie jakoś z tym problemem poradziły. Następne zawody za tydzień na olimpijskiej skoczni w Soczi, a potem już Letnie Grand Prix w Wiśle.

piątek, 6 lipca 2012

O pokerze w Polsce czyli jak trzymać społeczeństwo za morde.

Dziś będzie mniej sportowo, bardziej politycznie, ale nie był bym sobą gdybym nie poruszył tego tematu. Będzie o sytuacji pokera w Polsce czyli jak gnębić część społeczeństwa bardziej niż Łukaszenka...

W Polsce do 2010 r obowiązywało względnie liberalne prawo hazardowe. Gra w pokera owszem była dozwolona tylko w kasynach, ale w praktyce nikt nie ścigał graczy grających na drobne w różnego rodzaju pubach i klubach, a sprawa pokera online była w ogóle nie uregulowana prawnie. Do czasu...

W 2009 r Polską wstrząsnęła "afera hazardowa". Potentat branży hazardowej próbował przekonać polityków rządzącej opcji do stworzenia korzystnej dla niego ustawy. Kiedy to wyszło na jaw, czułem że rząd chcąc zmazać swoją winę wymyśli coś totalnie bardzo delikatnie mówiąc (nie przesadzam) debilnego. Powstał projekt nowej ustawy regulującej hazard. W praktyce miała walczyć z hazardem a w praktyce była bardzo na rękę panu Sobiesiakowi. Wszystkie automaty do gier znikły z ulic i trafiły do kasyn. Ale mniejsza o to. Skupmy się na pokerze. Nie wiem czy ustawodawcom jakiś pokerzysta nasrał na wycieraczkę, porysował samochód, albo puknął żonę bo stworzono skrajnie nie korzystną ustawę dla miłośników tej gry. Co ona zakładała? Otóż to że poker na żywo jest dozwolony tylko w kasynach. Każda gra o jakiekolwiek nagrody poza kasynem jest zakazane. Może to oznaczać że jak sobie zagram z kumplem w pokera o flaszkę, popełniam przestępstwo i może mi wparować do domu izba celna a następnie prokuratura postawić zarzuty. Ale to tylko jeden z absurdów. Kolejny to jest to że każda wygrana turniejowa w pokera jest obłożona podatkiem 20%, podczas gdy wygrana z blackjacka albo ruletki jest całkowicie zwolniona od podatku! Kolejny kretynizm to jest zakazanie tzw. pokerowych gier cashowych. Dozwolone są tylko turnieje gdzie się płaci określone wpisowe, gra się do momentu aż wszystkich żetonów w grze nie będzie miał jeden gracz a zwycięzca zgarnia powiedzmy 30% puli nagród, zawodnik co stracił żetony jako ostatni czyli zajmujący drugie miejsce 20%, trzecie miejsce 10% itd... Gry cashowe to są gry gdzie się gra pieniędzmi czyli każdy żeton oznacza określoną gotówkę i tyle ile pieniędzy wygrasz tyle masz. Ustawodawca stwierdził że taka gra zwiększa ryzyko prania brudnych pieniędzy, że gracze będą ustawiali swoje gry. To jest oczywiście absurd. Każda gra jest filmowana, każdy może się dosiąść do gry i ustawienie gry jest faktycznie nie możliwe.

Kolejna kwestia to granie online. Oczywiście jest całkowicie zakazane, państwo nie chcę nawet pomyśleć że można zarabiać na licencjach od operatorów jak to robią np. Estończycy, Duńczycy czy Francuzi. Nawet został wprowadzony zapis do ustawy że odpowiednie służby mają monitorować przelewy między firmami zajmującymi się hazardem a naszymi kontami. A to wszystko w imię walki ze zgubnym nałogiem...

Mam coraz większe wrażenie że żyje w państwie autorytarnym. A najgorsze jest to że największa partia opozycyjna jest w tej kwestii jeszcze bardziej radykalna i nic się nie zapowiada by się to mogło zmienić.

czwartek, 5 lipca 2012

Jacques Rogge człowiek który pogrzebał idee olimpijską

Dziś zostały opublikowane zasady kwalifikacyjne do igrzysk olimpijskich w Soczi w konkurencjach narciarskich. Trzeba przyznać MKOL-owi że posiada żelazną konsekwencję. Konsekwencję w grzebaniu idei olimpijskiej...

Przez wiele lat w większości jeśli nie we wszystkich konkurencjach narciarskich na igrzyskach olimpijskich mógł wystąpić każdy zawodnik zgłoszony przez swój macierzysty komitet olimpijski. Było to zgodne z jednym z przesłań olimpizmu że bardziej od wyniku liczy się sam udział. Dla wielu sportowców było to spełnienie marzeń, i nawet jeśli nie walczyli medale, nawet jeśli mieli olbrzymią stratę do czołówki, to się cieszyli samym startem a kibice wraz z nimi, gorąco ich dopingując. To był taki urok igrzysk. Na igrzyskach w Turynie zobaczyliśmy przedstawicieli właściwie wszystkich krajów w których skoki narciarskie uprawia się poważnie. Było wiele drużyn, które wcale nie prezentowały takiego dramatycznego poziomu. Niestety komuś to przeszkadzało...Juan Antonio Samaranch to dziś jest poddawany wielkiej krytyce za skomercjalizowanie igrzysk i dopuszczenie do startu w zawodach zawodowców. Jednak amatorstwo to często była fikcja, zwłaszcza w krajach bloku komunistycznego gdzie sportowiec był niby zatrudniony w zakładzie pracy, a naprawdę w ogóle się tam nie pojawiał więc był de facto zawodowcem. Także w krajach zachodu często amatorstwo było omijane. Postanowiono skończyć z hipokryzją i dopuścić zawodowców do zmagań z amatorami dzięki czemu na igrzyskach pojawili się zawodnicy z NBA, NHL i najlepsi tenisiści.

 Jednak w większości konkurencji kryteria nie były wyśrubowane i zdarzali się słabi zawodnicy z egzotycznych krajów. Do czasu aż stanowiska szefa MKOLu po Samaranchu nie objął Jacques Rogge. Rogge powiedział wręcz wprost że nie widzi miejsca na igrzyskach dla amatorów. I już niestety w Vancouver pojawiły się kryteria kwalifikacyjne... Niestety przez nie nasi kombinatorzy norwescy nie pojechali na zawody olimpijskie. Zajmowali pierwsze miejsca na listach rezerwowych. Bez tych kryteriów, bardzo wyśrubowanych na pewno PKOL umieścił by chociaż dwóch w składzie. Podobnie ma się rzecz w skokach narciarskich. Doszło do sytuacji że taki kraj jak Szwajcaria mógł wystawić tylko dwóch skoczków! Mimo że miał kilku na całkiem przyzwoitym poziomie którzy mogli by spokojnie przejść kwalifikacje do zawodów. Skoczkowie z takich krajów, jak Chiny, Bułgaria czy Rumunia nawet oczywiście nie mogli marzyć o starcie na igrzyskach, zajmowali bardzo dalekie miejsce na liście rezerwowych (ostatnim skoczkiem na liście oczekującym na igrzyska był Bulgar Bogomil Pavlov)

 W tym roku kryteria kwalifikacyjne miały zostać obniżone w konkurencji skoków i kombinacji norweskiej... nic z tych rzeczy... dalej w praktyce warunkiem koniecznym do startu będzie zdobycie punktów PŚ lub LGP, i to chyba nie jednego ani dwóch (chociaż ostatni zakwalifikowany na igrzyska w Vancover Słowak Zmoray, zdobył dwa punkty LGP). Zawodnicy których stać na punktowanie w COC, ale nie prezentujący poziomu PŚ, nie będą mogli reprezentować swojego kraju na najważniejszych zawodach sportowych na świecie. Igrzyska stają się elitarne, mówi się że kibice chcą oglądać zawody na najwyższym poziomie, jednak większość chcę obejrzeć swoich reprezentantów, walczących i dających z siebie wszystko, nawet jeśli osiągnięty wynik okazał się słaby.

poniedziałek, 2 lipca 2012

Emilowie wspominki cz 1 . .... sezon 2006/2007 w skokach narciarskich.

Sezon 2006/2007 w skokach to był jeden z najbardziej emocjonujących, czy wręcz dramatycznych, sypiących niespodziankami i zdominowanych przez pogodę sezonów w historii skoków narciarskich. Zakończony dla polskich kibiców happy endem, będzie wspominany jeszcze długie lata. Zapraszam na "Emilowe wspominki" cz. 1!


Na rozpoczęcie sezonu 2006/2007 w skokach czekałem z większą niż zwykle niecierpliwością i jeszcze większą nadzieją. Od tego sezonu trenerem naszej kadry był doświadczony Fin Hannu Lepistoe który doprowadził wielu swoich skoczków do olbrzymich sukcesów. Liczyłem więc na powrót Adama na "tron" Pucharu Świata i dużo lepsze niż w poprzednich sezonach występy pozostałych naszych skoczków. W przypadku Adama ta nadzieja nie była bezzasadna ponieważ nasz najlepszy skoczek zdecydowanie wygrał Letnią (albo Letnie, jakiś może polonista napiszę jak to się odmienia :) ) Grand Prix nie nadając szans rywalom w dwóch ostatnich konkursach.

Nadszedł w końcu długo oczekiwany czwartkowy, listopadowy wieczór. Odpaliłem stronę skijumping.pl, włączyłem FISowski live timing, i zacząłem śledzić treningi na skoczni Ruka. Po dwóch pierwszych seriach treningowych byłem w bardzo dobrym nastroju. Adam zdawał się być w świetnym formie a jego najgroźniejszymi rywalami zdawali się być sensacyjnie Fin Lappi i debiutujący w PŚ poza Norwegią, mało znany reprezentant kraju fiordów Anders Jacobsen. Kwalifikacje z powodu złych warunków zostały odwołane. Następnego dnia miały się odbyć kwalifikacje i zawody. Jednak kwalifikacji nie udało się rozegrać i do zawodów przystąpili wszyscy zgłoszeni zawodnicy. Sam konkurs był jednym z najdziwniejszych i najbardziej kuriozalnych jakich w życiu widziałem. Ostatnia dwudziestka zawodników skakała w tragicznych warunkach, przy padającym śniegu z deszczem i zawiewającym od tyłu wiatrem.  Wystarczy powiedzieć że z czołowej piętnastki klasyfikacji PŚ poprzedniego sezonu tylko dwóch zawodników zdobyło punkty. Nie było wśród nich Adama Małysza co mimo fatalnych warunków był blisko zdobycia punktów. Miejsce w "30" przegrał notami za styl. Pamiętam że po zawodach byłem zażenowany i trochę zły, i dużo cierpkich słów poszło pod adresem jury. Jednak ze skrajnie niesprawiedliwego konkursu wyszło w miarę sprawiedliwe podium bowiem na nim stanęli świetnie skaczący na treningach Lappi i Jacobsen oraz Simon Ammann co w następnych konkursach udowodnił że był w świetnej formie. Dzień później konkurs został odwołany po upadku Janne Ahonena na bardzo daleki skok. Jury widać po wczorajszym dniu postanowiło być bardziej rozsądne i nie dopuścić ponownie do farsy.

Zawody w Lillehammer były nie mniej oczekiwane niż inauguracja w Kuusamo. Każdy był ciekawy w jakiej naprawdę formie są skoczkowie z czołówki poprzedniego sezonu, czy zawodnicy co stanęli tydzień wcześniej na podium są naprawdę w tak dobrej formie oraz jak się spisze mistrz świata juniorów, letnia rewelacja, nieobecny na Ruce Gregor Schlierenzauer. Treningi kazały wskazywać dwóch zdecydowanych faworytów do wygranej. Adama Małysza i młodziutkiego, wcześniej wspomnianego Schlierenzauera. Jak to często bywa gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta. Konkurs wygrał Simon Ammann po raz pierwszy od ponad 4 lat. Adam Małysz miał olbrzymiego pecha. W 1 serii nie dość że skakał w bardzo złych warunkach to jeszcze zaliczył upadek przy lądowaniu. Pamiętam jaki byłem zły, myślałem wszystko co się może spieprzyć to się pieprzy. Na szczęście do czasu. Gregor Schlierenzauer nie udźwignął presji zdecydowanego faworyta i oddał słaby pierwszy skok. Ale w drugiej próbie ustanowił rekord skoczni i zajął miejsce w czołowej dziesiątce.
Drugi konkurs miał już zupełnie inny przebieg. Adam Małysz oddał świetny pierwszy skok który dał mu prowadzenie po 1 serii. Ale tuż za nimi byli groźni, młodzi Schlierenzauer i Jacobsen. W drugiej serii Schlierenzauer jakby wbrew prawom fizyki poszybował zdecydowanie najlepiej i pewnie wygrał konkurs. Adam skoczył dużo krócej i spadł na 3 miejsce.
W całej Europie w tym czasie były problemy ze śniegiem a raczej jego brakiem. Dlatego odwołano następne konkursy które miały się odbyć w czeskim Harrachovie.
W Engelbergu to dalszy ciąg walki między Schlierenzauerem, Jacobsenem, Ammannem i Małyszem o miejsca na podium i wydawało że Ci skoczkowie będą walczyć o wygraną w Turnieju Czterech Skoczni.

Adam Małysz od dłuższego czasu nie potrafił trafić formą w Turniej Czterech Skoczni, wystarczy powiedzieć że do tego czasu wygrał zaledwie dwa konkursy zaliczane do klasyfikacji Turnieju (niestety do końca jego kariery to się nie zmieniło). Wszyscy liczyliśmy na przełamanie i walkę Adama o triumf w klasyfikacji tych prestiżowych zawodów. W pierwszym konkursie bezkonkurencyjny okazał się Gregor Schlierenzauer w drugiej serii skacząc zdecydowanie najdalej czyli 142 metry. Następne zawody w Garmisch-Partenkirchen były bardzo loteryjne. Odbyła się tylko jedna seria, zresztą bardzo długo się ciągnąca. Wygrał ją Andreas Kuettel. Zdecydowanym liderem TCS był Schlierenzauer i się wydawało że tylko kataklizm może mu odebrać wygraną w Turnieju. I taki kataklizm nadszedł. Konkurs wygrał zdecydowanie Anders Jacobsen a Schlierenzauer zajął dalsze miejsce, z olbrzymią stratą i tracąc całą swoją przewagę. Jednak dalej miał szanse na wygranie Turnieju. Jednak w Bischofshofen znowu wygrał Jacobsen i to on okazał się najlepszy w całej imprezie. Świetnie w ostatnim konkursie wypadł Kamil Stoch zajmując 9 miejsce, oddając moim zdaniem najlepsze skoki w dotychczasowej karierze bo 7 miejsce 2 lata wcześniej w Pragelato było moim zdaniem mocno przypadkowe. Adam TCS zakończył poza podium, bodaj na 7 pozycje.

Kolejne konkursy były zaplanowane na skoczni mamuciej w norweskim Vikersund. Pierwsze zawody były przeprowadzone w bardzo trudnych warunkach. Wiał bardzo mocny wiatr z tyłu. Wielu skoczków w takich warunkach sobie nie radziło, w tym Adam Małysz w 1 serii co trafił na jeszcze mocniejszy wiatr niż standardowy podczas tego konkursu co skończyło się skokiem na 176 m i miejscem pod koniec II dziesiątki po 1 serii. Dużo szczęścia miał już będący dawno po swoim "prime" Andreas Widhoelzl co w swoim skoku miał prawie że cisze co przy 2,5 m/s z tyłu Adama robiło kolosalną różnicę i to Austriak mocno szczęśliwie prowadził po 1 kolejce.  Na szczęście w II serii Adam trafił na lepsze warunki, skoczył 206 m i awansował do I dziesiątki. Konkurs wygrał ku uciesze kibiców zgromadzonych na skoczni Anders Jacobsen. Jego przewaga w klasyfikacji PŚ nad 7 w tym momencie Adamem wynosiła grubo ponad 300 pkt i wydawało się że kryształowa kula jest poza zasięgiem. Wydawało się.... Konkurs następnego dnia został odwołany z powodu zbyt silnego wiatru.

Zawsze co roku najbardziej oczekiwanymi zawodami przez polskich kibiców są konkursy w Zakopanem. Już kwestią gustu jest to czy komuś słynna atmosfera na widowni odpowiada czy nie. Ale zawsze podczas tych konkursów Adam skakał bardzo dobrze, często się odradzał i skakał nieporównywalnie lepiej niż we wcześniejszych konkursach sezonu. Wszyscy liczyliśmy że tak będzie tym razem. Zaczęło się jak u Hitchcocka. Czyli trzęsienie ziemi a potem tylko napięcie rosło. A tym trzęsieniem ziemi był skok Roka Urbanca. Słoweniec skoczył aż 136 metrów w rewelacyjnych warunkach. Każdy się zastanawiał kto i czy w ogóle go w końcu wyprzedzi. Myśleliśmy że może Adam. Niestety Adamowi znowu przyszło skakać w nie najlepszych warunkach jednak mimo to oddał dobry skok. 129 m jednak nie wystarczyło do miejsca w czołowej trójce. Prowadził sensacyjnie Urbanc. W II serii doszło do dramatycznego wydarzenia. Czeski skoczek Jan Mazoch upadł i w stanie ciężkim został odwieziony do szpitala. Wypadek wyglądał okropnie. Po upadku jury wbrew zdrowemu rozsądkowi kontynuowało konkurs. Dużą odwagą wykazał się Dawid Kubacki co jako przedskoczek oddał pierwszy skok po upadku Mazocha. Jednak nie dało się skakać i zawody przerwano i wyniki I serii uznano za wiążące. Zawody wygrał Urbanc, który po dzień dzisiejszy jest koronnym argumentem zwolenników punktów za wiatr. Kolejny zakopiański konkurs został odwołany z powodu... zbyt silnego wiatru oczywiście. W następnym tygodniu były planowane zawody na mamucie w Oberstdorfie. Jednak z powodu braku śniegu przeniesiono je na skocznie K-120. I wreszcie w pierwszym konkursie na Schattenbergschanze Adam Małysz odniósł swoje pierwsze zwycięstwo w sezonie! Po 1 serii prowadził Thomas Morgenstern jednak Adam Małysz zaatakował z 2 miejsca i to on wygrał!. Morgi był 2 a 3 Uhrmann co oddał świetny II skok i awansował aż z II dziesiątki po 1 serii. Wreszcie mi ulżyło, bo wiedziałem że Adam może znów wygrywać i liczyłem na powtórkę dnia następnego.
Dzień później w Oberstdorfie był konkurs pełen niespodzianek, wietrzny, z powodu silnego wiatru pod narty belka była zmieniana i dochodziło do restartów. W 1 serii jak z armaty wystrzelił Michael Uhrmann prowadząc z olbrzymią przewagą którą pewnie utrzymał po II skoku. Największą sensacją zawodów był Włoch Andrea Morassi który stanął na podium, pokazując że może dwa razy podwiać zawodnikami i nie zawsze zawodnik co miał fuksa w jednej serii nie będzie miał jego w drugiej. Adam Małysz był tuż za podium, niestety za Andersem Jacobsenem.
Kolejne konkursy w Titisee Neustadt to popis Adama Małysza. Dwie wygrane w wielkim stylu rywale nie mieli nic do powiedzenia. I po tym drugim konkursie powiedziałem po raz pierwszy od Lillehammer że Adam zdobędzie kule :) Następny konkurs odbył się w Klingenthal w ramach odrabiania konkursu w Harrachovie. Adam Małysz skakał zdecydowanie najdalej na treningach i wydawało się że pewnie wygra i odrobi 100 pkt do Andersa Jacobsena który do Klingenthal nie przyjechał. Konkurs był przy padającym gęsto śniegu. Jednak to przeszkodziło Sigurdowi Pettersenowi i Antoninowi Hajkowi oddać skoków w granicach 140 m. Po ich skokach sędziowie znacznie obniżyli rozbieg (aż o 7 belek!) i wszystko zaczęło się od nowa. I słusznie bowiem najlepsi skoczkowie na czele z Adamem Małyszem mogli zrobić sobie krzywdę. Ostatecznie po 1 serii prowadził Gregor Schilerenzauer z rekordem skoczni 142 metry. Po 1 serii utrzymał swoją przewagę. Adam Małysz był 3 i odrobił 60 pkt do Jacobsena ale stracił do Schlierenzauera.
Kolejny konkurs odbył się w Willingen. W drużynówce Polacy nie wzięli udziału, ponieważ pojechaliśmy tylko z trzema skoczkami. Z  naszej kadry na MŚ w Sapporo był tylko Adam Małysz. Sam konkurs w Willingen był mocno kontrowersyjny. Adam przed swoim skokiem na pomiarze na ekranie TV miał bardzo mocny wiatr pod narty, ale w dopuszczalnych normach w jakich puszczali innych zawodników. Jednak Tepes nie puścił Adama i poczekał do momentu aż ten wiatr znacząco osłabł. Asystent Dyrektora Pucharu Świata tłumaczył się tym że Adam miał bardzo mocny wiatr boczny który grafika telewizyjna przedstawiła jako wiatr pod narty. No dziwna sprawa że tylko jeden Adam miał wiatr boczny skoro pozostali skoczkowie byli z tego co pamiętam puszczani płynnie ale to zostawmy.
Najważniejsza impreza czyli mistrzostwa świata zaczęła się od super skoków Adama w seriach treningowych. Jeszcze lepiej było w kwalifikacjach gdzie Adam z obniżonego rozbiegu skoczył zdecydowanie najdalej i wydawało się tylko katastrofa może mu zabrać złoty medal. Niestety na oko katastrofy nie było ale medalu nie mówiąc o złotym też nie. Adam skakał dużo słabiej niż w poprzednich dniach, a złoto w kontrowersyjnych okolicznościach zdobył Simon Ammann, skacząc bliżej od Fina Harri Olli, który po raz pierwszy pokazał swój olbrzymi talent, i otrzymał wyższe noty mimo że brzydziej lądował. Następnego dnia odbył się konkurs drużynowy. Przebieg tego konkursu spowodował że mieliśmy historyczną szansę na drużynowy medal. Niestety zawiódł najbardziej doświadczony. Robert Mateja oddał dwa bardzo krótkie skoki i niestety przez to straciliśmy szansę na medal. Gdyby skakał tego dnia na poziomie 3 w kadrze Piotrka Żyły co i tak był wyraźnie słabszy od Adama i Kamila byłby brąz... Ale zapomnijmy o tym bo przed nami był konkurs na średniej skoczni. Adam rozkręcał się ze skoku na skok treningowy i znowu wydawało się że będzie poza zasięgiem. Tym razem rzeczywiście tak było. Adam w 1 serii konkursu na dużej skoczni oddał jeden z najlepszych skoków w historii stylu V. 102 metry i niewiarygodna przewaga. Po tym skoku wysłałem smsa do taty co był w tym momencie na rybach z samego rana, że Adam został mistrzem świata mimo że przed nim jeszcze jeden skok :) Ale drugi skok to była tylko formalność i Adam znowu zmasakrował przeciwników i wygrał konkurs z przewaga ponad 20 pkt. Rozpierała mnie duma i radość ale nie dawała mi spokoju myśl jak się dobrać do Jacobsena.
Konkurs indywidualny w Lahti miał nietypowy przebieg. W końcówce 1 serii panowały tragiczne warunki w których poradził sobie tylko Adam Małysz. Świetny skok grubo ponad 120 m i miejsce w czołowej piątce kiedy główni rywale Adama czyli Gregor i Anders zajęli miejsca poza 30! Lepszego prezentu mu sprawić nie mogli. W II serii Adam postawił kropkę nad i i pewnie wygrał dzisiejszy konkurs. Te zawody były też szczególne bo po raz pierwszy od dawna na podium stanął Martin Schmitt. Adam odrobił 100 pkt i wtedy już byłem pewny że kula to formalność :)
Kolejny konkurs odbył się w fiński Kuopio. Adam w swoim stylu sprawę załatwił w pierwszym skoku a w drugim utrzymał przewagę mimo że skakał w tragicznych warunkach. Z tych zawodów zapamiętałem szczególnie to że w II serii drugi wynik uzyskał Kamil Stoch oraz 11 miejsce Radika Żaparowa co pewnie dla niego było takim osiągnięciem jak dla Adama mistrzostwo świata :) Konkurs w Oslo to kolejny popis Adama. Organizatorzy mieli szczęście że tego dnia wiało z tyłu bo gdyby był wiatr przedni to by na pewno zabrakło rozbiegów i Adam nie mógłby skoczyć :) Adam oczywiście zmasakrował rywali i dokonał czegoś co się wydawało na początku stycznia nie możliwe.Został liderem Pucharu Świata i odebrał Jacobsenowi czerwoną koszulkę lidera. Kolejny konkurs był rozgrywany w bardzo trudnych warunkach. Wiał silny wiatr co często przeszkadzał w oddaniu dobrego skoku. Niestety jednym z pechowców był Adam. Nasz Mistrz wybił się wysoko poza siatki ochronne i dostał gwałtowny podmuch wiatru. Wykazał się najwyższym kunsztem że się wybronił. Ale stracił koszulkę lidera Pucharu Świata i ten dzień udowodnił że jak coś się pieprzy to na całego bowiem tego samego dnia Kubicy rozkraczył się bolid kiedy jechał na bardzo dobrej pozycji. Ale Adam mimo to o ułamek punktu wygrał Turniej Skandynawski.
Rywalizacja o Puchar Świata miała mieć swój finał w Planicy. Norwescy dziennikarze nie ładnie prowokowali Adama pytając się czy zrobi to samo w Oslo a Mika Kojonkoski za pewne blefował o kontuzji Jacobsena. Jednak mimo "kontuzji" Anders postraszył Adama w serii próbnej przed pierwszym konkursem lądując na 225,5 ,metrze. Adam tę serie odpuścił podobnie jak kilka innych treningowych w ciągu całego weekendu. Ten skok to było jedyne na co stać było Jacobsena, bowiem w konkursach król był tylko jeden. Adam Małysz. Pierwszy konkurs wygrał w wielkim stylu, demolując w II serii przeciwników i odzyskał prowadzenie w PŚ. W drugim konkursie atakował z nieco dalszego miejsca, jednak oddał w finałowej serii najdłuższy skok konkursu i ponownie wygrał. Przed trzecim konkursem musiałby się stać zupełny cud żeby Adam nie zdobył kuli. Ale warunki nie skoczni nie były dobre. Sypał gęsto śnieg który sprawiał kłopoty zwłaszcza przy lądowaniu. Jednak zawody świetnie się dla nas zaczęły od rekordu życiowego Kamila Stocha. Zawodnik z Zębu skoczył 210,5 m. Nie cierpliwie czekałem na skok Jacobsena. Jednak kiedy nie oddał skoku na miarę czołówki już wiedziałem! Nie ważne co Adam zrobi to i tak zdobędzie kulę! Ale Adam zrobił i to jak zrobił. 220 m i najdłuższy skok konkursu! Po zakończeniu serii śnieg zaczął sypać coraz mocniej i II rundę odwołano. A to znaczyło tylko jedno. Adam Małysz wygrywa konkurs i wygrywa Puchar Świata. Jako drugi w historii zdobywa kulę po raz czwarty. Byłem wtedy strasznie ucieszony chociaż nie popłakałem się jak Adam bo mnie wzruszyć jest nie łatwo a właściwie jest to niemożliwe. :)
I tak oto doszedłem do końca moich wspominek. To są dosłownie moje wspomnienia bo pisząc je nie korzystałem z żadnych źródeł, nawet nie zerknąłem na skijumping czy stronę FIS dlatego brakuje dokładności (ułamek punktu, miejsce w czołowej piątce), moim źródłem była tylko własna głowa. To na tyle, pewnie jeszcze zbierze mi się na wspominki nie koniecznie skokowe :)

niedziela, 1 lipca 2012

Mistrzostwa Europy w lekkoatletyce za nami.

Dziś zakończyły się rozgrywane w Helsinkach mistrzostwa Europy w lekkoatletyce. Postanowiłem zamieścić krótkie podsumowanie tej imprezy.

Mistrzostwa rozegrano po dwóch latach przerwy, a nie jak zwykle było po czterech, dzięki czemu ME będą rozgrywane w takim samym odstępie jak MŚ. Nie wiem czy to dobry pomysł rozgrywanie tak dużej imprezy w sezonie olimpijskim, bowiem wielu zawodników albo te zawody odpuszcza albo przyjeżdża w nie najwyższej formie. Brak części zawodników z czołówki, ich nie najlepsze przygotowanie i często kiepskie warunki atmosferyczne dały całościowo niski poziom mistrzostw a w niektórych konkurencjach wręcz żenująco słaby. Np w biegu na 200 metrów mężczyzn brązowy medal dawał czas gorszy niż uzyskał trzeci zawodnik Mistrzostw Polski! A w finale 400 m mężczyzn tempo było podobne jak na ME w 2002 r... w hali. Jednak było kilka bardzo wartościowych wyników. Jednym z takich rezultatów był wynik Francuza Renaud Lavillenie w skoku o tyczce 5.97 i będzie w Londynie bardzo ciężko go pokonać. Również dobry wynik osiągnął Niemiec kulomiot David Stoerl. 21,59 to wynik lepszy niż uzyskali trzej ostatni mistrzowie olimpijscy i Tomek Majewski będzie miał ciężkiego rywala. Co do naszych sportowców, biorąc pod uwagę że zabrakło kilku naszych gwiazd czyli wspomnianego wcześniej Majewskiego, Piotra Małachowskiego czy rewelacji tego sezonu Pawła Fajdka to nasi wypadli nieźle. Zdobyli 4 medale, 1 złoty i 3 brązowe. Anita Włodarczyk wygrała pewnie oddając 5 najdłuższych rzutów w konkursie. Medale zdobywali też Artur Noga który wyrównał rekord Polski Artura Kohutka, nieśmiertelny i niezniszczalny Szymon Ziółkowski, który już rzucał na międzynarodowym poziomie kiedy wielu z jego obecnych rywali wchodziło pod stół na stojąco, zdobył wreszcie medal Mistrzostw Europy a także największa niespodzianka czyli nasze dziewczyny ze sztafety 4x100. Generalnie nasi sportowcy wypadli pozytywnie, niektórzy mogli wystartować lepiej ale nie ma co narzekać.

The Big One for One Drop, czyli gra o wielkie pieniądze.

Dziś w Las Vegas rozpocznie się chyba najbardziej oczekiwane wydarzenie pokerowe w tym roku. Turniej The Big One for One Drop z najwyższym wpisowym w historii pokera czyli bagatela milion dolarów!  

The Big One for One Drop to turniej o ekstremalnie wysokim wpisowym czyli milion dolarów. Jeszcze nigdy w historii żaden turniej nie miał tak wysokiego wpisowego. 888889 $ od każdego gracza idzie do puli nagród a 111111$ na konto fundacji One Drop zajmującej się pomocą w pozyskiwaniu wody pitnej dla najuboższych krajów dotkniętych suszami, założoną przez kanadyjskiego miliardera Guya Laliberte, pokerzystę hobbystę, który też weźmie udział w tym turnieju. Jednak zadaje sobie pytanie, czy ten turniej oprócz szczytnego celu ma jakiś sens. Podejrzewam że nie ma gracza pokerowego na świecie który stosując poprawny bankroll management* mógłby wystartować w tym turnieju. Dlatego najlepsi gracze zawodowcy, utrzymujący się z gry w karty sprzedają swoje udziały** stosując mark up*** rzędu 1,1. Niektórzy wręcz grają za darmo, ponieważ wysprzedali wszystkie swoje udziały ale przez to nie zostawią dla siebie ani grosza oprócz tego co dostaną stosując już wspomniany mark up. Jednak gra w tym turnieju dla najlepszych może być opłacalna ponieważ wystartuje wielu bogatych pokerzystów amatorów hobbystów których umiejętności są przeciętne albo wręcz słabe. Żaden Polak w tym turnieju nie wystartuje, nasi gracze nie są aż tak bogaci,a polscy miliarderzy mają widoczne inne hobby niż poker. Limit zgłoszeń do turnieju to 48 graczy i tyle się już zgłosiło czyli jakby jakiś z moich czytelników chciał wziąć w nim udział to niestety wolnych miejsc nie ma. Wkrótce przedstawię sytuacje pokera w Polsce i tutaj będę pisał naprawdę ostro i chyba będę musiał się hamować by kilku polityków nie podało mnie do sądu :)))

Słowniczek:
*Bankroll management: Bankroll czyli ilość pieniędzy przeznaczonych na grę. Management czyli zarządzanie. Czyli bankroll management to zarządzanie pieniędzmi do gry. Żeby grać spokojnie i żeby ograniczyć ryzyko bankructwa gracz musi mieć bankroll odpowiedniej wielkości. W przypadku gier cashowych jest to 40-100 wpisowych do stolika a w przypadku turniejów od 100 do nawet 500 wpisowych. Jak łatwo policzyć widać jak duży bankroll powinien mieć gracz startujący w The Big One for One Drop :)
** Udziały: Gracz którego nie stać na grę w turnieju, lub ograniczyć ewentualną przegraną sprzedaje swoje udziały. Przykład: Wpisowe do turnieju wynosi milion dolarów. Sprzedaje komuś swoje udziały warte 200000$ Jak wygra 10000000 ( 10 milionów) to musi oddać swojemu udziałowcy 2000000 (2 miliony). To nie jest żadna pożyczka tylko inwestycja. W razie porażki inwestor w gracza nie dopomina się o swoje włożone pieniądze.
***Mark Up: Gracz żeby sprzedaż udziałów była opłacalna sprzedaje je po odpowiednim kursie nakładając coś podobnego do marży. Czyli załóżmy że  udziały wynoszące 100% w turnieju o wpisowym milion $ sprzedaje po kursie (mark up) 1,1 czyli  dostaje oprócz tego miliona na gre 100 tys$ bez względu na to czyli wygra czy przegra ale jak wygra musi oddać udziałowcom całą wygraną bez tych 100 tys co od nich dostał. Podobnie jest jak sprzeda mniejszą ilość udziałów. Załóżmy że w tym samym turnieju sprzeda udziały warte 300 tys $ to zarabia na sprzedaży 30 tys $ ale w razie wygranej oddaje udziałowcom 30% wygranej.

Mueller wygrywa w Stams. Kubacki znowu na podium!

Austriak Lukas Mueller wygrał zawody Letniego Pucharu Kontynentalnego w austriackim Stams. Wyprzedził on Norwega Andersa Jacobsena i Dawida Kubackiego

Dawid Kubacki udowodnił swoją wysoką dyspozycję i po raz kolejny pokazał że jest skoczkiem który świetnie radzi sobie latem co już może był irytujące zwłaszcza jeśli zima będzie taka jak zwykle i skończy się brakiem punktów w PŚ. Drugi na podium Jacobsen pokazał że jest w całkiem niezłej formie po powrocie i może być pewnym punktem drużyny Norwegii w zawodach LGP i PŚ. Nasi pozostali zawodnicy spisali się przeciętnie. Marcin Bachleda skakał dziś bardzo równo ale to wystarczyło do zajęcia tylko 17 miejsca. Na pochwałę zasługuje dziś Krzysztof Biegun. 28 miejsce i pierwsze w karierze punkty pozwoliły mu znaleźć się w gronie skoczków z prawem startu w LGP i PŚ. Z obecną formą ma szanse być w składzie na Wisłę, zwłaszcza że jego koledzy nie grzeszą formą, zajmując w dzisiejszym konkursie dalekie miejsca. Dziś podobnie jak wczoraj było bardzo dużo dyskwalifikacji. Ostatecznie w pierwszej serii zdyskwalifikowano aż 12 zawodników w tym dwóch Polaków oraz wczorajszy zwycięzca Kanadyjczyk Mackenzie Boyd Clowes. Jednak to o 4 mniej niż wczoraj i liczę na to że w kolejnych konkursach tych dyskwalifikacji będzie jeszcze mniej. Po 2 konkursach liderem klasyfikacji letniego PK jest Kubacki, na drugie miejsce awansował Mueller a na trzecie spadł Boyd Clowes co ma taką samą ilość punktów jak Wolfgang Loitzl. Za tydzień kolejne zawody w Kranju. Trzymajmy kciuki przede wszystkim za to by skoczkowie uporali się z kombinezonami :)