Dziś zostały opublikowane zasady kwalifikacyjne do igrzysk olimpijskich w Soczi w konkurencjach narciarskich. Trzeba przyznać MKOL-owi że posiada żelazną konsekwencję. Konsekwencję w grzebaniu idei olimpijskiej...
Przez wiele lat w większości jeśli nie we wszystkich konkurencjach narciarskich na igrzyskach olimpijskich mógł wystąpić każdy zawodnik zgłoszony przez swój macierzysty komitet olimpijski. Było to zgodne z jednym z przesłań olimpizmu że bardziej od wyniku liczy się sam udział. Dla wielu sportowców było to spełnienie marzeń, i nawet jeśli nie walczyli medale, nawet jeśli mieli olbrzymią stratę do czołówki, to się cieszyli samym startem a kibice wraz z nimi, gorąco ich dopingując. To był taki urok igrzysk. Na igrzyskach w Turynie zobaczyliśmy przedstawicieli właściwie wszystkich krajów w których skoki narciarskie uprawia się poważnie. Było wiele drużyn, które wcale nie prezentowały takiego dramatycznego poziomu. Niestety komuś to przeszkadzało...Juan Antonio Samaranch to dziś jest poddawany wielkiej krytyce za skomercjalizowanie igrzysk i dopuszczenie do startu w zawodach zawodowców. Jednak amatorstwo to często była fikcja, zwłaszcza w krajach bloku komunistycznego gdzie sportowiec był niby zatrudniony w zakładzie pracy, a naprawdę w ogóle się tam nie pojawiał więc był de facto zawodowcem. Także w krajach zachodu często amatorstwo było omijane. Postanowiono skończyć z hipokryzją i dopuścić zawodowców do zmagań z amatorami dzięki czemu na igrzyskach pojawili się zawodnicy z NBA, NHL i najlepsi tenisiści.
Jednak w większości konkurencji kryteria nie były wyśrubowane i zdarzali się słabi zawodnicy z egzotycznych krajów. Do czasu aż stanowiska szefa MKOLu po Samaranchu nie objął Jacques Rogge. Rogge powiedział wręcz wprost że nie widzi miejsca na igrzyskach dla amatorów. I już niestety w Vancouver pojawiły się kryteria kwalifikacyjne... Niestety przez nie nasi kombinatorzy norwescy nie pojechali na zawody olimpijskie. Zajmowali pierwsze miejsca na listach rezerwowych. Bez tych kryteriów, bardzo wyśrubowanych na pewno PKOL umieścił by chociaż dwóch w składzie. Podobnie ma się rzecz w skokach narciarskich. Doszło do sytuacji że taki kraj jak Szwajcaria mógł wystawić tylko dwóch skoczków! Mimo że miał kilku na całkiem przyzwoitym poziomie którzy mogli by spokojnie przejść kwalifikacje do zawodów. Skoczkowie z takich krajów, jak Chiny, Bułgaria czy Rumunia nawet oczywiście nie mogli marzyć o starcie na igrzyskach, zajmowali bardzo dalekie miejsce na liście rezerwowych (ostatnim skoczkiem na liście oczekującym na igrzyska był Bulgar Bogomil Pavlov)
W tym roku kryteria kwalifikacyjne miały zostać obniżone w konkurencji skoków i kombinacji norweskiej... nic z tych rzeczy... dalej w praktyce warunkiem koniecznym do startu będzie zdobycie punktów PŚ lub LGP, i to chyba nie jednego ani dwóch (chociaż ostatni zakwalifikowany na igrzyska w Vancover Słowak Zmoray, zdobył dwa punkty LGP). Zawodnicy których stać na punktowanie w COC, ale nie prezentujący poziomu PŚ, nie będą mogli reprezentować swojego kraju na najważniejszych zawodach sportowych na świecie. Igrzyska stają się elitarne, mówi się że kibice chcą oglądać zawody na najwyższym poziomie, jednak większość chcę obejrzeć swoich reprezentantów, walczących i dających z siebie wszystko, nawet jeśli osiągnięty wynik okazał się słaby.
Emil zgadzam się z tym, że idea barona Pierre de Coubertina nieco się wytarła. W tej chwili liczy się widowisko, a nie sam udział. Trudno. Czasy się zmieniają.
OdpowiedzUsuńPochwała mógł jechać do Vancouver o ile dobrze pamiętam - w którymś momencie wskoczył z pierwszego miejsca na rezerwie. Kryterium PKOL też miał spełnione (punkty PŚ), ale PZN go w kadrze nie widział więc nie został zgłoszony:P
OdpowiedzUsuńA mnie się zmiana podoba. Start na Igrzyskach powinien być wyróżnieniem. Jak startują wszyscy to sam start traci wartość. Na IO trzeba sobie zasłużyć.
@HKS. Jak dla mnie kołka reprezentujące wszystkie kontynenty coś znaczą. Że każdy kraj powinien mieć w miarę możliwości wystawienia swoich reprezentantów, może nie formatu Eddie Edwardsa, ale taki Zografski czy Egloff z Fransaisem dla uzupełnienia ekipy szwajcarskiej już by mogli pojechać bez robienia cyrków. Oczywiście są takie dyscypliny jak piłka nożna, że gdyby wystartowali wszyscy chętni to by turniej trwał pół roku ale to jest wyjątek. To igrzyska olimpijskie a nie mistrzostwa świata.
OdpowiedzUsuń