poniedziałek, 2 lipca 2012

Emilowie wspominki cz 1 . .... sezon 2006/2007 w skokach narciarskich.

Sezon 2006/2007 w skokach to był jeden z najbardziej emocjonujących, czy wręcz dramatycznych, sypiących niespodziankami i zdominowanych przez pogodę sezonów w historii skoków narciarskich. Zakończony dla polskich kibiców happy endem, będzie wspominany jeszcze długie lata. Zapraszam na "Emilowe wspominki" cz. 1!


Na rozpoczęcie sezonu 2006/2007 w skokach czekałem z większą niż zwykle niecierpliwością i jeszcze większą nadzieją. Od tego sezonu trenerem naszej kadry był doświadczony Fin Hannu Lepistoe który doprowadził wielu swoich skoczków do olbrzymich sukcesów. Liczyłem więc na powrót Adama na "tron" Pucharu Świata i dużo lepsze niż w poprzednich sezonach występy pozostałych naszych skoczków. W przypadku Adama ta nadzieja nie była bezzasadna ponieważ nasz najlepszy skoczek zdecydowanie wygrał Letnią (albo Letnie, jakiś może polonista napiszę jak to się odmienia :) ) Grand Prix nie nadając szans rywalom w dwóch ostatnich konkursach.

Nadszedł w końcu długo oczekiwany czwartkowy, listopadowy wieczór. Odpaliłem stronę skijumping.pl, włączyłem FISowski live timing, i zacząłem śledzić treningi na skoczni Ruka. Po dwóch pierwszych seriach treningowych byłem w bardzo dobrym nastroju. Adam zdawał się być w świetnym formie a jego najgroźniejszymi rywalami zdawali się być sensacyjnie Fin Lappi i debiutujący w PŚ poza Norwegią, mało znany reprezentant kraju fiordów Anders Jacobsen. Kwalifikacje z powodu złych warunków zostały odwołane. Następnego dnia miały się odbyć kwalifikacje i zawody. Jednak kwalifikacji nie udało się rozegrać i do zawodów przystąpili wszyscy zgłoszeni zawodnicy. Sam konkurs był jednym z najdziwniejszych i najbardziej kuriozalnych jakich w życiu widziałem. Ostatnia dwudziestka zawodników skakała w tragicznych warunkach, przy padającym śniegu z deszczem i zawiewającym od tyłu wiatrem.  Wystarczy powiedzieć że z czołowej piętnastki klasyfikacji PŚ poprzedniego sezonu tylko dwóch zawodników zdobyło punkty. Nie było wśród nich Adama Małysza co mimo fatalnych warunków był blisko zdobycia punktów. Miejsce w "30" przegrał notami za styl. Pamiętam że po zawodach byłem zażenowany i trochę zły, i dużo cierpkich słów poszło pod adresem jury. Jednak ze skrajnie niesprawiedliwego konkursu wyszło w miarę sprawiedliwe podium bowiem na nim stanęli świetnie skaczący na treningach Lappi i Jacobsen oraz Simon Ammann co w następnych konkursach udowodnił że był w świetnej formie. Dzień później konkurs został odwołany po upadku Janne Ahonena na bardzo daleki skok. Jury widać po wczorajszym dniu postanowiło być bardziej rozsądne i nie dopuścić ponownie do farsy.

Zawody w Lillehammer były nie mniej oczekiwane niż inauguracja w Kuusamo. Każdy był ciekawy w jakiej naprawdę formie są skoczkowie z czołówki poprzedniego sezonu, czy zawodnicy co stanęli tydzień wcześniej na podium są naprawdę w tak dobrej formie oraz jak się spisze mistrz świata juniorów, letnia rewelacja, nieobecny na Ruce Gregor Schlierenzauer. Treningi kazały wskazywać dwóch zdecydowanych faworytów do wygranej. Adama Małysza i młodziutkiego, wcześniej wspomnianego Schlierenzauera. Jak to często bywa gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta. Konkurs wygrał Simon Ammann po raz pierwszy od ponad 4 lat. Adam Małysz miał olbrzymiego pecha. W 1 serii nie dość że skakał w bardzo złych warunkach to jeszcze zaliczył upadek przy lądowaniu. Pamiętam jaki byłem zły, myślałem wszystko co się może spieprzyć to się pieprzy. Na szczęście do czasu. Gregor Schlierenzauer nie udźwignął presji zdecydowanego faworyta i oddał słaby pierwszy skok. Ale w drugiej próbie ustanowił rekord skoczni i zajął miejsce w czołowej dziesiątce.
Drugi konkurs miał już zupełnie inny przebieg. Adam Małysz oddał świetny pierwszy skok który dał mu prowadzenie po 1 serii. Ale tuż za nimi byli groźni, młodzi Schlierenzauer i Jacobsen. W drugiej serii Schlierenzauer jakby wbrew prawom fizyki poszybował zdecydowanie najlepiej i pewnie wygrał konkurs. Adam skoczył dużo krócej i spadł na 3 miejsce.
W całej Europie w tym czasie były problemy ze śniegiem a raczej jego brakiem. Dlatego odwołano następne konkursy które miały się odbyć w czeskim Harrachovie.
W Engelbergu to dalszy ciąg walki między Schlierenzauerem, Jacobsenem, Ammannem i Małyszem o miejsca na podium i wydawało że Ci skoczkowie będą walczyć o wygraną w Turnieju Czterech Skoczni.

Adam Małysz od dłuższego czasu nie potrafił trafić formą w Turniej Czterech Skoczni, wystarczy powiedzieć że do tego czasu wygrał zaledwie dwa konkursy zaliczane do klasyfikacji Turnieju (niestety do końca jego kariery to się nie zmieniło). Wszyscy liczyliśmy na przełamanie i walkę Adama o triumf w klasyfikacji tych prestiżowych zawodów. W pierwszym konkursie bezkonkurencyjny okazał się Gregor Schlierenzauer w drugiej serii skacząc zdecydowanie najdalej czyli 142 metry. Następne zawody w Garmisch-Partenkirchen były bardzo loteryjne. Odbyła się tylko jedna seria, zresztą bardzo długo się ciągnąca. Wygrał ją Andreas Kuettel. Zdecydowanym liderem TCS był Schlierenzauer i się wydawało że tylko kataklizm może mu odebrać wygraną w Turnieju. I taki kataklizm nadszedł. Konkurs wygrał zdecydowanie Anders Jacobsen a Schlierenzauer zajął dalsze miejsce, z olbrzymią stratą i tracąc całą swoją przewagę. Jednak dalej miał szanse na wygranie Turnieju. Jednak w Bischofshofen znowu wygrał Jacobsen i to on okazał się najlepszy w całej imprezie. Świetnie w ostatnim konkursie wypadł Kamil Stoch zajmując 9 miejsce, oddając moim zdaniem najlepsze skoki w dotychczasowej karierze bo 7 miejsce 2 lata wcześniej w Pragelato było moim zdaniem mocno przypadkowe. Adam TCS zakończył poza podium, bodaj na 7 pozycje.

Kolejne konkursy były zaplanowane na skoczni mamuciej w norweskim Vikersund. Pierwsze zawody były przeprowadzone w bardzo trudnych warunkach. Wiał bardzo mocny wiatr z tyłu. Wielu skoczków w takich warunkach sobie nie radziło, w tym Adam Małysz w 1 serii co trafił na jeszcze mocniejszy wiatr niż standardowy podczas tego konkursu co skończyło się skokiem na 176 m i miejscem pod koniec II dziesiątki po 1 serii. Dużo szczęścia miał już będący dawno po swoim "prime" Andreas Widhoelzl co w swoim skoku miał prawie że cisze co przy 2,5 m/s z tyłu Adama robiło kolosalną różnicę i to Austriak mocno szczęśliwie prowadził po 1 kolejce.  Na szczęście w II serii Adam trafił na lepsze warunki, skoczył 206 m i awansował do I dziesiątki. Konkurs wygrał ku uciesze kibiców zgromadzonych na skoczni Anders Jacobsen. Jego przewaga w klasyfikacji PŚ nad 7 w tym momencie Adamem wynosiła grubo ponad 300 pkt i wydawało się że kryształowa kula jest poza zasięgiem. Wydawało się.... Konkurs następnego dnia został odwołany z powodu zbyt silnego wiatru.

Zawsze co roku najbardziej oczekiwanymi zawodami przez polskich kibiców są konkursy w Zakopanem. Już kwestią gustu jest to czy komuś słynna atmosfera na widowni odpowiada czy nie. Ale zawsze podczas tych konkursów Adam skakał bardzo dobrze, często się odradzał i skakał nieporównywalnie lepiej niż we wcześniejszych konkursach sezonu. Wszyscy liczyliśmy że tak będzie tym razem. Zaczęło się jak u Hitchcocka. Czyli trzęsienie ziemi a potem tylko napięcie rosło. A tym trzęsieniem ziemi był skok Roka Urbanca. Słoweniec skoczył aż 136 metrów w rewelacyjnych warunkach. Każdy się zastanawiał kto i czy w ogóle go w końcu wyprzedzi. Myśleliśmy że może Adam. Niestety Adamowi znowu przyszło skakać w nie najlepszych warunkach jednak mimo to oddał dobry skok. 129 m jednak nie wystarczyło do miejsca w czołowej trójce. Prowadził sensacyjnie Urbanc. W II serii doszło do dramatycznego wydarzenia. Czeski skoczek Jan Mazoch upadł i w stanie ciężkim został odwieziony do szpitala. Wypadek wyglądał okropnie. Po upadku jury wbrew zdrowemu rozsądkowi kontynuowało konkurs. Dużą odwagą wykazał się Dawid Kubacki co jako przedskoczek oddał pierwszy skok po upadku Mazocha. Jednak nie dało się skakać i zawody przerwano i wyniki I serii uznano za wiążące. Zawody wygrał Urbanc, który po dzień dzisiejszy jest koronnym argumentem zwolenników punktów za wiatr. Kolejny zakopiański konkurs został odwołany z powodu... zbyt silnego wiatru oczywiście. W następnym tygodniu były planowane zawody na mamucie w Oberstdorfie. Jednak z powodu braku śniegu przeniesiono je na skocznie K-120. I wreszcie w pierwszym konkursie na Schattenbergschanze Adam Małysz odniósł swoje pierwsze zwycięstwo w sezonie! Po 1 serii prowadził Thomas Morgenstern jednak Adam Małysz zaatakował z 2 miejsca i to on wygrał!. Morgi był 2 a 3 Uhrmann co oddał świetny II skok i awansował aż z II dziesiątki po 1 serii. Wreszcie mi ulżyło, bo wiedziałem że Adam może znów wygrywać i liczyłem na powtórkę dnia następnego.
Dzień później w Oberstdorfie był konkurs pełen niespodzianek, wietrzny, z powodu silnego wiatru pod narty belka była zmieniana i dochodziło do restartów. W 1 serii jak z armaty wystrzelił Michael Uhrmann prowadząc z olbrzymią przewagą którą pewnie utrzymał po II skoku. Największą sensacją zawodów był Włoch Andrea Morassi który stanął na podium, pokazując że może dwa razy podwiać zawodnikami i nie zawsze zawodnik co miał fuksa w jednej serii nie będzie miał jego w drugiej. Adam Małysz był tuż za podium, niestety za Andersem Jacobsenem.
Kolejne konkursy w Titisee Neustadt to popis Adama Małysza. Dwie wygrane w wielkim stylu rywale nie mieli nic do powiedzenia. I po tym drugim konkursie powiedziałem po raz pierwszy od Lillehammer że Adam zdobędzie kule :) Następny konkurs odbył się w Klingenthal w ramach odrabiania konkursu w Harrachovie. Adam Małysz skakał zdecydowanie najdalej na treningach i wydawało się że pewnie wygra i odrobi 100 pkt do Andersa Jacobsena który do Klingenthal nie przyjechał. Konkurs był przy padającym gęsto śniegu. Jednak to przeszkodziło Sigurdowi Pettersenowi i Antoninowi Hajkowi oddać skoków w granicach 140 m. Po ich skokach sędziowie znacznie obniżyli rozbieg (aż o 7 belek!) i wszystko zaczęło się od nowa. I słusznie bowiem najlepsi skoczkowie na czele z Adamem Małyszem mogli zrobić sobie krzywdę. Ostatecznie po 1 serii prowadził Gregor Schilerenzauer z rekordem skoczni 142 metry. Po 1 serii utrzymał swoją przewagę. Adam Małysz był 3 i odrobił 60 pkt do Jacobsena ale stracił do Schlierenzauera.
Kolejny konkurs odbył się w Willingen. W drużynówce Polacy nie wzięli udziału, ponieważ pojechaliśmy tylko z trzema skoczkami. Z  naszej kadry na MŚ w Sapporo był tylko Adam Małysz. Sam konkurs w Willingen był mocno kontrowersyjny. Adam przed swoim skokiem na pomiarze na ekranie TV miał bardzo mocny wiatr pod narty, ale w dopuszczalnych normach w jakich puszczali innych zawodników. Jednak Tepes nie puścił Adama i poczekał do momentu aż ten wiatr znacząco osłabł. Asystent Dyrektora Pucharu Świata tłumaczył się tym że Adam miał bardzo mocny wiatr boczny który grafika telewizyjna przedstawiła jako wiatr pod narty. No dziwna sprawa że tylko jeden Adam miał wiatr boczny skoro pozostali skoczkowie byli z tego co pamiętam puszczani płynnie ale to zostawmy.
Najważniejsza impreza czyli mistrzostwa świata zaczęła się od super skoków Adama w seriach treningowych. Jeszcze lepiej było w kwalifikacjach gdzie Adam z obniżonego rozbiegu skoczył zdecydowanie najdalej i wydawało się tylko katastrofa może mu zabrać złoty medal. Niestety na oko katastrofy nie było ale medalu nie mówiąc o złotym też nie. Adam skakał dużo słabiej niż w poprzednich dniach, a złoto w kontrowersyjnych okolicznościach zdobył Simon Ammann, skacząc bliżej od Fina Harri Olli, który po raz pierwszy pokazał swój olbrzymi talent, i otrzymał wyższe noty mimo że brzydziej lądował. Następnego dnia odbył się konkurs drużynowy. Przebieg tego konkursu spowodował że mieliśmy historyczną szansę na drużynowy medal. Niestety zawiódł najbardziej doświadczony. Robert Mateja oddał dwa bardzo krótkie skoki i niestety przez to straciliśmy szansę na medal. Gdyby skakał tego dnia na poziomie 3 w kadrze Piotrka Żyły co i tak był wyraźnie słabszy od Adama i Kamila byłby brąz... Ale zapomnijmy o tym bo przed nami był konkurs na średniej skoczni. Adam rozkręcał się ze skoku na skok treningowy i znowu wydawało się że będzie poza zasięgiem. Tym razem rzeczywiście tak było. Adam w 1 serii konkursu na dużej skoczni oddał jeden z najlepszych skoków w historii stylu V. 102 metry i niewiarygodna przewaga. Po tym skoku wysłałem smsa do taty co był w tym momencie na rybach z samego rana, że Adam został mistrzem świata mimo że przed nim jeszcze jeden skok :) Ale drugi skok to była tylko formalność i Adam znowu zmasakrował przeciwników i wygrał konkurs z przewaga ponad 20 pkt. Rozpierała mnie duma i radość ale nie dawała mi spokoju myśl jak się dobrać do Jacobsena.
Konkurs indywidualny w Lahti miał nietypowy przebieg. W końcówce 1 serii panowały tragiczne warunki w których poradził sobie tylko Adam Małysz. Świetny skok grubo ponad 120 m i miejsce w czołowej piątce kiedy główni rywale Adama czyli Gregor i Anders zajęli miejsca poza 30! Lepszego prezentu mu sprawić nie mogli. W II serii Adam postawił kropkę nad i i pewnie wygrał dzisiejszy konkurs. Te zawody były też szczególne bo po raz pierwszy od dawna na podium stanął Martin Schmitt. Adam odrobił 100 pkt i wtedy już byłem pewny że kula to formalność :)
Kolejny konkurs odbył się w fiński Kuopio. Adam w swoim stylu sprawę załatwił w pierwszym skoku a w drugim utrzymał przewagę mimo że skakał w tragicznych warunkach. Z tych zawodów zapamiętałem szczególnie to że w II serii drugi wynik uzyskał Kamil Stoch oraz 11 miejsce Radika Żaparowa co pewnie dla niego było takim osiągnięciem jak dla Adama mistrzostwo świata :) Konkurs w Oslo to kolejny popis Adama. Organizatorzy mieli szczęście że tego dnia wiało z tyłu bo gdyby był wiatr przedni to by na pewno zabrakło rozbiegów i Adam nie mógłby skoczyć :) Adam oczywiście zmasakrował rywali i dokonał czegoś co się wydawało na początku stycznia nie możliwe.Został liderem Pucharu Świata i odebrał Jacobsenowi czerwoną koszulkę lidera. Kolejny konkurs był rozgrywany w bardzo trudnych warunkach. Wiał silny wiatr co często przeszkadzał w oddaniu dobrego skoku. Niestety jednym z pechowców był Adam. Nasz Mistrz wybił się wysoko poza siatki ochronne i dostał gwałtowny podmuch wiatru. Wykazał się najwyższym kunsztem że się wybronił. Ale stracił koszulkę lidera Pucharu Świata i ten dzień udowodnił że jak coś się pieprzy to na całego bowiem tego samego dnia Kubicy rozkraczył się bolid kiedy jechał na bardzo dobrej pozycji. Ale Adam mimo to o ułamek punktu wygrał Turniej Skandynawski.
Rywalizacja o Puchar Świata miała mieć swój finał w Planicy. Norwescy dziennikarze nie ładnie prowokowali Adama pytając się czy zrobi to samo w Oslo a Mika Kojonkoski za pewne blefował o kontuzji Jacobsena. Jednak mimo "kontuzji" Anders postraszył Adama w serii próbnej przed pierwszym konkursem lądując na 225,5 ,metrze. Adam tę serie odpuścił podobnie jak kilka innych treningowych w ciągu całego weekendu. Ten skok to było jedyne na co stać było Jacobsena, bowiem w konkursach król był tylko jeden. Adam Małysz. Pierwszy konkurs wygrał w wielkim stylu, demolując w II serii przeciwników i odzyskał prowadzenie w PŚ. W drugim konkursie atakował z nieco dalszego miejsca, jednak oddał w finałowej serii najdłuższy skok konkursu i ponownie wygrał. Przed trzecim konkursem musiałby się stać zupełny cud żeby Adam nie zdobył kuli. Ale warunki nie skoczni nie były dobre. Sypał gęsto śnieg który sprawiał kłopoty zwłaszcza przy lądowaniu. Jednak zawody świetnie się dla nas zaczęły od rekordu życiowego Kamila Stocha. Zawodnik z Zębu skoczył 210,5 m. Nie cierpliwie czekałem na skok Jacobsena. Jednak kiedy nie oddał skoku na miarę czołówki już wiedziałem! Nie ważne co Adam zrobi to i tak zdobędzie kulę! Ale Adam zrobił i to jak zrobił. 220 m i najdłuższy skok konkursu! Po zakończeniu serii śnieg zaczął sypać coraz mocniej i II rundę odwołano. A to znaczyło tylko jedno. Adam Małysz wygrywa konkurs i wygrywa Puchar Świata. Jako drugi w historii zdobywa kulę po raz czwarty. Byłem wtedy strasznie ucieszony chociaż nie popłakałem się jak Adam bo mnie wzruszyć jest nie łatwo a właściwie jest to niemożliwe. :)
I tak oto doszedłem do końca moich wspominek. To są dosłownie moje wspomnienia bo pisząc je nie korzystałem z żadnych źródeł, nawet nie zerknąłem na skijumping czy stronę FIS dlatego brakuje dokładności (ułamek punktu, miejsce w czołowej piątce), moim źródłem była tylko własna głowa. To na tyle, pewnie jeszcze zbierze mi się na wspominki nie koniecznie skokowe :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz